Wspomnienia powięzienne: Szpital

me

Po zostaniu ofiarą dokonanej przez współwięźnia napaści na tle seksualnym i przeniesieniu z więzienia HMP Bedford do HMP Norwich, do HMP Isis (wewnątrz muru Belmarsh), załamałem się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Posiłki, jakie dostawałem, były niewystarczające. Ogromnie trudno jest utrzymać dietę wegetariańską w więzieniu, nie mówiąc już o wegańskiej. Jabłka, pomarańcze i raz na jakiś czas jogurt sojowy były moim codziennym posiłkiem przez pierwsze ponad 60 dni. Po przyjeździe do nowego więzienia jesteś przenoszony przynajmniej dwa razy, zanim administracja gdzieś Cię „osadzi” i to tylko, jeśli dotarłeś do końca pobytu w jednym z zakładów karnych jej królewskiej mości. Jednak najbardziej przerażające jest to: wyobraź sobie, że wyrzucają Cię z domu co parę tygodni, wysyłają do obrzydliwego miejsca z gównem na ścianach, ludzkimi włosami wszędzie – a jeśli masz wyjątkowe szczęście – ze śladami krwi na ścianach, podłodze i w umywalce.

Doświadczając tego wszystkiego, po miesiącach rozczarowań, załamałem się pod koniec września 2016 roku. Zrywajac się w środku nocy czułem niekontrolowane pulsowanie. Mięśnie, ścięgna i każdy kawałek ciała pod moją skórą poruszały się falami z mojej głowy, aż po palce u stóp. Ogarnął mnie mój największy strach i byłem pewien, że zbliża się koniec. Skóra głowy swędziała mnie przez stres, nadgarstki płonęły, a nogi się trzęsły. Byłem strasznie chudy, straciłem 10 kg w dwa miesiące i ledwo dawałem radę. Z zanotowanych w lipcu 79 kg doszedłem do 69 kg. Byłem jak kościotrup. Czułem swoje kości na drewnianej oprawie łóżka, która znajdowała się pod cienkim, plastikowym materacem. Tego samego dnia (lub tygodnia), gdy rozmawiałem z Alexandrem, czułem palący ciężar w nogach, rękach i klatce piersiowej. Byłem całkowicie przygnieciony. Poszedłem do gabinetu medycznego, gdzie dwie tak zwane „pielęgniarki” powiedziały: “Wróć, damy Ci coś przeciwbólowego”. Za każdym razem był to Paracetamol. Zawsze. Złamana ręka? Paracetamol. Rozcięta głowa? Paracetamol.

Jedynym sposobem, choć i tak nie zawsze skutecznym, na zyskanie rzeczywistej uwagi personelu medycznego było przewrócenie się na ziemię i niewstawanie. Próbowałem tego w HMP Bedford. Pielęgniarka powiedziała mi wtedy, żebym wstawał i zawołała kolejną pielęgniarkę. Ta tylko na mnie spojrzała i bez żadnego badania powiedziała: “Nic Ci nie jest”. W Wielkiej Brytanii opieka medyczna w więzieniach jest odrażająca, a podejrzewam, że w Stanach nie jest wcale dużo lepiej. Przebywałem kiedyś w regionalnym zakładzie karnym w Stanach i jedynie Alexander był w stanie dostarczyć mi jakiekolwiek leki. Więzienie to zupełnie inna bajka niż zakłady karne w Stanach, gdzie ogrodzenie zazwyczaj jest niższe. A jednak nigdzie nie wychodzisz. Twoje życie, a przynajmniej kilka miesięcy lub lat, determinowane jest przez tych ludzi. Czułem się tak okropnie, będąc gotowy by umrzeć, że po prostu poszedłem do gabinetu medycznego i zemdlałem przed wszystkimi. Strażnicy zaczęli krzyczeć: „Kod niebieski” (oznacza to, że trzeba wezwać ambulans), ale ta pielęgniarka-sadystka wrzeszczała bez końca: „NIE! On wciąż oddycha! On wciąż oddycha! On wciąż oddycha!”. Nie przeszła żadnego szkolenia i nie miała pojęcia co robić, podobnie zresztą jak jej koleżanka, druga pielęgniarka. Po prostu stały i się darły. Później przyszły inne pielęgniarki i jedna z nich, trochę bardziej ogarnięta, nałożyła mi maskę tlenową na twarz. Reszta stała nade mną mówiąc: „To na pewno Spice (taki zachodni mocarz – przyp. tłum.)… Tak, zdecydowanie, Spice albo jakieś inne prochy”. Śmiały się. Śmiały się i kpiły ze mnie, kiedy tam leżałem na ziemi. Wciąż słyszę ten śmiech. Nawet pisząc ten tekst, wciąż słyszę ich śmiech.

Kiedy już ratownicy medyczni przyjechali, śmiechy i kpiny ucichły. Nie można przecież się tak zachowywać przy ludziach „z zewnątrz”. Tutaj jest zupełnie inny świat. Nie mogą się dowiedzieć, co tu się dzieje. Trzeba się zachowywać profesjonalnie. Zostałem posadzony na wózku i zawieziony do szpitala. Co za ulga – w końcu zobaczę prawdziwego lekarza. Policjant miał do mnie parę pytań: “Twój chłopak Cię dzisiaj odwiedził, prawda? Dał Ci coś?”. Powiedziałem, że kanapkę. “Och, zadzwoniłeś do chłopaka? Skąd?”. Komórki są zabronione. Odpowiedziałem więc, że z dostępnego dla zatrzymanych więziennego telefonu i tak zakończyło się przepytywanie. Byłem na wózku, zostałem przewieziony do ambulansu. Potem kajdanki i kocyk. Ratownicy medyczni patrzyli na mnie z nieufnością. Gdy dotarliśmy do Szpitala Królowej Elżbiety w Woolvich zostałem przykuty do jednego z dwóch strażników. Pozostali pacjenci patrzyli na mnie z przerażeniem. Jakaś kobieta z rodziną błyskawicznie opuściła zasłonę. Nie byłem w stanie sam pójść do toalety, więc musiałem sikać do wielkiego naczynia z twardego papieru o kształcie tykwy. “Och, bardzo dużo moczu” – powiedziała jakaś pielęgniarka wysłana do mnie chyba z piwnicy. NHS (brytyjski NFZ – przyp. tłum.) ledwo zipie, a więźniowie są na samym dnie sterty śmieci homo sapiens. Kilka badań krwi. Wszystko z Tobą w porządku. Nic nie było „w porządku”. Powrót do więzienia. Szumiało mi w głowie od samego patrzenia na drogę, na „zewnątrz”, gdzie ludzie nie byli ubrani w szare dresy, zmieszane płciowo środowisko, gdzie ludzie się uśmiechali, gdzie ludzie przynajmniej udawali, że coś ich obchodzi. W więzieniu rutyną jest traktowanie Cię jak śmiecia. Szpital był furtką do innego świata. Przez chwilę czułem się orzeźwiony. Trwało to jakieś pół godziny. Po tym wróciłem do celi.

Original: http://obiezaca.pl/artykul.php?n=69

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s